|
||
Siedleckie Siwki |
||
| Dziś już mało
kto pamięta skąd wziął się zwyczaj chodzenia po wsi przebierańców w pierwszy lub
drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Siwek lub jak kto woli Siwki to element tradycji
spotykany właściwie tylko w Wielkopolsce. Chociaż w różnych szęściach tego regionu
skład i ilość przebierańców bywa rozmaity, to jednak na pewno występuje postać lub
postacie przebrane za białego lub siwego konia. Pojawienie się korowodu przebierańców było - jak można przypuszczać - wyrazem radości z powodu zakończonego dopiero co Wielkopostnego Postu oraz Zmartwychstania Chrystusa. Może dlatego wędrowaniu przez wieś i zachodzeniu do obejść gospodarskich kiedyś towarzyszyły, a i obecnie nadal mają miejsce zabawne sytuacje, psikusy, wesołość i śmiech. W czasie zabawy, bo tak należałoby na ów zywczaj patrzeć, najwięcej emocji przeżywają dzieci. Zaciekawione dziwacznością kostiumów i rekwizytów podchodzą do przebierańców a następnie gonione przez tych uciekają z piskiem. Pogoń taka często kończy się mniej lub bardziej bolesnym wychłostaniem nóg nieszczęśnika przez Siwka. Poskarżyć się nie wypada, bo to przecież były razy zadane za - Boże Rany. Do niezbędnego rytuału należy murzenie, to jest smarowanie twarzy napotykanych po
drodze dziewcząt substancją sporządzoną z kremu i sadzy. Fachowcami od tej czynności
są postacie przebrane za kominiarzy lub diabły. Pierwsze spotkanie przyszłych przebierańców odbyło się chyba w styczniu. Ustalono
na nim, jakie postacie powinny w korowodzie wystąpić oraz kogo byłoby dobrze w
określonych rolach obsadzić. Podzielono się także obowiązkami. Warto tu wspomnieć,
że w przygotowaniu kostiumów niedźwiedzi, siwków i koguta udział mieli: p. Wanda
Woźna - Batory, p. Grażyna i Józef Basińscy, p. Marian Formalkiewicz, p. Jerzy
Przybyła, p. Anna Piątek. Wzór afisza oraz okolicznościowej laurki wykonał miejscowy
artysta plastyk p. Wiesław Matysik. Pokolorowania o przozdobienia ich podjęła się p.
A. Piątek oraz panie nauczycielki z dziećmi z klas I-III miejscowej szkoły podstawowej. Nadszedł wreszcie ów dzień próby - Wielkanoc. Zbiórka uczestników odbyła się w remizie OSP. Już teraz, przed wymarszem było widać oznaki sukcesu, gdyż za sprawą fantastycznych przebrań i charakteryzacji trudno było się wzajemnie rozpoznać. Korowód wyruszył krótko po godz. 13. Na jego czele - jak każe zwyczaj szedł duży Siwek w towarzystwie kilku mniejszych i jednego całkiem małego. Zaraz za nimi podążalil, nie tracąc czasu, kominiarz lub jak kto woli diabły. Krok w krok za nimi podążał listonosz, który wręczał okolicznościowe pamiątki i zapraszał mijaną publiczność na wieczorną zabawę do wiejskiej sali. Trochę w tyle, tuż obok siebie szły dwie pary. Jedna to elegancki z melonikiem na głowie starszy pan w towarzystwie urodziwej, przystrojonej w kapelusz pani. Druga to młoda para - co można było poznać po bieli sukni ślubnej panny oraz czerni fraka i cylindra pana młidego. Uzupełnieniem tych czterech postaci były podążające trochę w tyle ich dzieci oraz dwie pary przebrane za dziada i babę. Jedno stadło popychało stary dziecięcy wózek z napisem PIWO. Tu i ówdzie miżna było zauważyć a to razem lub osobno postacie dwóch Cyganek, które nie marnowały czasu. Za niewielką opłatą wróżyły każdemu, kogo kopadły. Jeśli to był mężczyzna, to do spełnienia niektórych wróżb potrzebny był doktor. Ten na szczęście uczestniczył w korowodzie i chętnie wzmacniał cygańskie przepowiednie małymi niebieskimi chyba - tabletkami. Podobno po ich zażyciu każdy mężczyzna miał gwarancję stuprocentowej satysfakcji... miętowy smak w ustach. Duże wrażenie robił ogromny kogut, którego było widać z daleka. Jak już wspomniano wyżej wszyscy uczestnicy zabawy - przebierańcy i publiczność,
gdyby zaszła konieczność - pomoc medyczną mieli zapewnioną, dzięki obecności
lekarza nie - przebierańca oraz dwóch sanitariuszy z noszami. Ci ostatni, choć chętni
do udzielania pomocy, czadem sprawiali wrażenie, że sami jej potrzebują. Dalej w pochodzie kroczyła pięcioosobowa kapela. Jej muzyka raz po raz porywała do tańca i przebierańców i widzów. Gdy tylko instrumenty na chwilę milkły, dawał się słyszeć śpiew Pereł, które jadąc na drabiniastym, barwnie przystrojonym wozie, niewątpliwie były ozdobą tego świątecznego dnia. Cały korowód zamykała bryczka, do której czasami wsiadała młoda para, by dać odpocząć utrudzonym tańcami nogom. Tak oto w wielkim skrócie przedstawiony, wyglądał Dzień Siwka w Siedlcu. Z pewnością nasza wieś nie przeżyłaby takiej zabawy, gdyby nie dobre chęci i bezinteresowność ikuś ludzi. Niewielkiej co prawda części spośród 1400 mieszkańców stolicy gminy. Pewno wielu nie wierzyło, że festyn się powiedzie, bo - a to nie ma pieniędzy, a to się nie chce, a to niech kto inny zrobi. Tymczasem z relacji przyjezdnych, goszczących tego dnia w Siedlcu można było
usłyszeć, że impreza była naprawdę udana i z pewnością przewyższająca swoim
rozmachem wszystkie inne tego typu w okolicy. Miło było takie opinie słyszeć, bo były
one zapłatą za poświęcony własnej wsi - jej mieszkańcom pierwszy dzień Świąt
Wielkanocnych. Osobne podziękowania kieruję do państwa Sobkowiaków, Zygułów i Gwoździów za podarowanie produktów spożywczych, dzięki którym po całej imprezie jej uczestnicy mogli się posilić. Mieszkańcom Siedlca, widzom, którzy mimo chłodu tego świątecznego dnia wyszli na ulice, by wraz z nami się bawić, także złożyć symboliczny datek na rzecz organizatorów - zespołu Perły i Ochotniczej Straży Pożarnej - duże słowa wdzięczności składa - Cyganka. tekst: Tadeusz Mąkosa "Szkice Nadobrzańskie" |
||