punkt.GIF (203 bytes)Położenie punkt.GIF (203 bytes)Środowisko punkt.GIF (203 bytes)Ludność punkt.GIF (203 bytes)Gospodarka punkt.GIF (203 bytes)Infrastruktura punkt.GIF (203 bytes)Kultura punkt.GIF (203 bytes)Zabytki punkt.GIF (203 bytes)Historia punkt.GIF (203 bytes)Sport punkt.GIF (203 bytes)Turystyka punkt.GIF (203 bytes)Oświatapunkt.GIF (203 bytes)Na starej fotografiipunkt.GIF (203 bytes)Miejscowości punkt.GIF (203 bytes)Mapa gminy

Siedleckie Siwki

korowód

Dziś już mało kto pamięta skąd wziął się zwyczaj chodzenia po wsi przebierańców w pierwszy lub drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Siwek lub jak kto woli Siwki to element tradycji spotykany właściwie tylko w Wielkopolsce. Chociaż w różnych szęściach tego regionu skład i ilość przebierańców bywa rozmaity, to jednak na pewno występuje postać lub postacie przebrane za białego lub siwego konia.

Pojawienie się korowodu przebierańców było - jak można przypuszczać - wyrazem radości z powodu zakończonego dopiero co Wielkopostnego Postu oraz Zmartwychstania Chrystusa. Może dlatego wędrowaniu przez wieś i zachodzeniu do obejść gospodarskich kiedyś towarzyszyły, a i obecnie nadal mają miejsce zabawne sytuacje, psikusy, wesołość i śmiech. W czasie zabawy, bo tak należałoby na ów zywczaj patrzeć, najwięcej emocji przeżywają dzieci. Zaciekawione dziwacznością kostiumów i rekwizytów podchodzą do przebierańców a następnie gonione przez tych uciekają z piskiem. Pogoń taka często kończy się mniej lub bardziej bolesnym wychłostaniem nóg nieszczęśnika przez Siwka. Poskarżyć się nie wypada, bo to przecież były razy zadane za - Boże Rany.

Do niezbędnego rytuału należy murzenie, to jest smarowanie twarzy napotykanych po drodze dziewcząt substancją sporządzoną z kremu i sadzy. Fachowcami od tej czynności są postacie przebrane za kominiarzy lub diabły.
Wzbranianie się przed takim makijażem jest niewskazane, bo po pierwsze zabiegom kosmetycznym poddaje się tylko ładne dziewczyny, a te są przecież wszystkie, po drugie - opór może skończyć się przesadnym wymurzeniem.
Otóż pomysł zorganizowania, po dłuższej przerwie, wyszedł od pań śpiewających w zespole "Perły". Ponieważ pierwsze skrzypce gra tam pani Wanda Woźna - Batory, toteż ona z całą pewnością stała się duszą całej - można by rzec- artystycznej strony. Panie zaproponowały, aby obsadzić w poszczególnych rolach druchów z miejscowej OSP. tak się dobrze składa, że strażacy to jednocześnie członkowie siedleckiej Rady Sołeckiej, a więc można rzec, że przygotowaniem imprezy zajęli się ci, którzy w naszej wsi coś znaczą i którym zupełnie bezinteresownie chce się jeszcze coś zrobić dla innych.

Pierwsze spotkanie przyszłych przebierańców odbyło się chyba w styczniu. Ustalono na nim, jakie postacie powinny w korowodzie wystąpić oraz kogo byłoby dobrze w określonych rolach obsadzić. Podzielono się także obowiązkami. Warto tu wspomnieć, że w przygotowaniu kostiumów niedźwiedzi, siwków i koguta udział mieli: p. Wanda Woźna - Batory, p. Grażyna i Józef Basińscy, p. Marian Formalkiewicz, p. Jerzy Przybyła, p. Anna Piątek. Wzór afisza oraz okolicznościowej laurki wykonał miejscowy artysta plastyk p. Wiesław Matysik. Pokolorowania o przozdobienia ich podjęła się p. A. Piątek oraz panie nauczycielki z dziećmi z klas I-III miejscowej szkoły podstawowej.
Cały zespół spotykał się kilkakrotnie. Uzgadniano szczegóły, kompletowano obsadę, rozmawiano o zasadach, zgodnie z którymi impreza miałaby przebiegać.

Nadszedł wreszcie ów dzień próby - Wielkanoc. Zbiórka uczestników odbyła się w remizie OSP. Już teraz, przed wymarszem było widać oznaki sukcesu, gdyż za sprawą fantastycznych przebrań i charakteryzacji trudno było się wzajemnie rozpoznać. Korowód wyruszył krótko po godz. 13. Na jego czele - jak każe zwyczaj szedł duży Siwek w towarzystwie kilku mniejszych i jednego całkiem małego. Zaraz za nimi podążalil, nie tracąc czasu, kominiarz lub jak kto woli diabły. Krok w krok za nimi podążał listonosz, który wręczał okolicznościowe pamiątki i zapraszał mijaną publiczność na wieczorną zabawę do wiejskiej sali. Trochę w tyle, tuż obok siebie szły dwie pary. Jedna to elegancki z melonikiem na głowie starszy pan w towarzystwie urodziwej, przystrojonej w kapelusz pani. Druga to młoda para - co można było poznać po bieli sukni ślubnej panny oraz czerni fraka i cylindra pana młidego. Uzupełnieniem tych czterech postaci były podążające trochę w tyle ich dzieci oraz dwie pary przebrane za dziada i babę. Jedno stadło popychało stary dziecięcy wózek z napisem PIWO. Tu i ówdzie miżna było zauważyć a to razem lub osobno postacie dwóch Cyganek, które nie marnowały czasu. Za niewielką opłatą wróżyły każdemu, kogo kopadły. Jeśli to był mężczyzna, to do spełnienia niektórych wróżb potrzebny był doktor. Ten na szczęście uczestniczył w korowodzie i chętnie wzmacniał cygańskie przepowiednie małymi niebieskimi chyba - tabletkami. Podobno po ich zażyciu każdy mężczyzna miał gwarancję stuprocentowej satysfakcji... miętowy smak w ustach. Duże wrażenie robił ogromny kogut, którego było widać z daleka.

Jak już wspomniano wyżej wszyscy uczestnicy zabawy - przebierańcy i publiczność, gdyby zaszła konieczność - pomoc medyczną mieli zapewnioną, dzięki obecności lekarza nie - przebierańca oraz dwóch sanitariuszy z noszami. Ci ostatni, choć chętni do udzielania pomocy, czadem sprawiali wrażenie, że sami jej potrzebują.
Z pewnością całemu korowodowi trudno byłoby przewędrować bez przeszkód przez całą wieś gdyby nie bezinteresowna pomoc dwóch młodych i oczywiście powabych "praktykantek" policji. Pewno z uwagi na ich osobisty urok oraz zauważalną prfesjonalność kierowcy pojazdów, także z zagranicy, posłusznie podporządkowywali się ich komendom.

Dalej w pochodzie kroczyła pięcioosobowa kapela. Jej muzyka raz po raz porywała do tańca i przebierańców i widzów. Gdy tylko instrumenty na chwilę milkły, dawał się słyszeć śpiew Pereł, które jadąc na drabiniastym, barwnie przystrojonym wozie, niewątpliwie były ozdobą tego świątecznego dnia. Cały korowód zamykała bryczka, do której czasami wsiadała młoda para, by dać odpocząć utrudzonym tańcami nogom.

Tak oto w wielkim skrócie przedstawiony, wyglądał Dzień Siwka w Siedlcu. Z pewnością nasza wieś nie przeżyłaby takiej zabawy, gdyby nie dobre chęci i bezinteresowność ikuś ludzi. Niewielkiej co prawda części spośród 1400 mieszkańców stolicy gminy. Pewno wielu nie wierzyło, że festyn się powiedzie, bo - a to nie ma pieniędzy, a to się nie chce, a to niech kto inny zrobi.

Tymczasem z relacji przyjezdnych, goszczących tego dnia w Siedlcu można było usłyszeć, że impreza była naprawdę udana i z pewnością przewyższająca swoim rozmachem wszystkie inne tego typu w okolicy. Miło było takie opinie słyszeć, bo były one zapłatą za poświęcony własnej wsi - jej mieszkańcom pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych.
Kończąc tę relację, chcę w imieniu przebierańców podziękować najstarszej uczestniczce korowodu p. Wandzie Woźnej - Batory za pomysł, trwanie przy nim, ogromny wkład własnej pracy w przygotowania oraz za uczestnictwo w zabawie. Wypada też podziękować wszystkim pozostałym uczestnikom siedleckich Siwków, w szczególności zaś młodzieży i dzieciom. To dobrze, że wraz z dorosłymi chcą pielęgnować tradycje, bo to oznacza, że wcale nie jest tak źle, jak się niekiedy o młodszych słyszy.

Osobne podziękowania kieruję do państwa Sobkowiaków, Zygułów i Gwoździów za podarowanie produktów spożywczych, dzięki którym po całej imprezie jej uczestnicy mogli się posilić.

Mieszkańcom Siedlca, widzom, którzy mimo chłodu tego świątecznego dnia wyszli na ulice, by wraz z nami się bawić, także złożyć symboliczny datek na rzecz organizatorów - zespołu Perły i Ochotniczej Straży Pożarnej - duże słowa wdzięczności składa - Cyganka.

tekst: Tadeusz Mąkosa "Szkice Nadobrzańskie"

cyganka

kapela

kogut

Perły

gora01.GIF (869 bytes) góra